Powstanie Styczniowe to rozdział w historii Polski, który fascynuje do dziś. W wielu polskich miejscowościach upamiętniają je pomniki w miejscach potyczek, oraz groby poległych. Być może właśnie to jest największym fenomenem tej przegranej rebelii; jej ścisły związek z historią „małych ojczyzn”.

Oceniając dziś ten zryw niepodległościowy jesteśmy mądrzejsi o wiedzę jak ono się skończyło, a jednocześnie rzadko staramy się wczuwać, jakie były motywy działania insurgentów, na co liczyli, jakie atuty posiadali, oraz jak chcieli je wykorzystać, by odnieść zwycięstwo. W sukces insurekcji mocno wierzyli organizatorzy powstania styczniowego naczelnicy, dyktatorzy, żołnierze i dowódcy lokalnych partii.
Potwierdzeniem tych słów jest historia Ignacego Solmana i ochotników, którzy pod jego dowództwem stworzyli oddział powstańczy. Partia dziedzica Wolicy nie była liczna, nie była dobrze uzbrojona i profesjonalnie dowodzona, jednak tworzący ją ochotnicy nie wahali się ruszyć do walki o wolną Polskę. Właściwie to zapał i wiara w zwycięstwo było ich najgroźniejszą bronią. Rozumieli to Rosjanie zwalczający powstanie. Strategia i działania zaborcy opierały się na chęci złamania tej wiary i zastraszeniu Polaków, stąd publicznie wykonywane wyroki na powstańcach; śmierć zadawana w okrutny sposób.
Rebelia na terenie obecnej Gminy Modliborzyce trwała mniej niż 10 dni, ale to wystarczyło, by lokalna społeczność do dziś z dumą wspominała patriotów, bohaterów roku 1863. Postać Ignacego Solmana jest dziś lepiej znana niż dawni (często wybitni) burmistrzowie, rajcy miasta i gminy Modliborzyce. Publikacje historyków, zadbane miejsca pamięci i pomniki Powstania Styczniowego świadczą, że historia sprzed półtora wieku jest wciąż żywa.


Powstanie styczniowe – Modliborzyce i okolice
Historia jednej styczniowej dekady 1863 roku


Pisząc o Powstaniu Styczniowym na terenach powiatu kraśnickiego i janowskiego trzeba podkreślić, że koncepcja odzyskania niepodległości była przez tutejsze elity podchwycona bardzo szybko.
Walkę o wolną Polskę zaczęto bezpośrednio po ogłoszeniu przez Rząd Narodowy proklamacji o wybuchu powstania.
Po 158 latach styczniowi insurgenci różnie są oceniani. W dyskusjach o tamtych wydarzeniach pojawiają się zwroty: bez szans, bez planu, nie przemyśleli, tragedia narodowa. Niewątpliwie błędów w przygotowaniu i realizacji popełniono wiele i na poziomie dowództwa i partii powstańczych. Jednak nie wolno nam pomijać szczerego patriotyzmu naszych przodków, umiłowania wolności i gotowości do walki o wolną ojczyznę , choćby nadzieje na sukces były nikłe.
W niniejszym artykule nie zamierzamy po raz kolejny opłakiwać przegranej i narzekać na bezlitosnych Rosjan. Chcemy podzielić się wiedzą na temat wydarzeń, jakie rozegrały się na tym terenie w czasie Powstania Styczniowego i przedstawić rekonstrukcję wydarzeń, jakiej wcześniej dokonaliśmy na zajęciach historii.
Do napisania pracy wykorzystane zostały pozycje książkowe i artykuły wymienione w przypisach. Fragmenty rosyjskich raportów wojskowych z garnizonu Janów Ordynacki (nie wszystkie skatalogowane i opatrzone przypisami) oraz wiedzę dostępną na stronach internetowych (tej nie opatrywaliśmy przypisami).
Publikacja jest też hołdem oddanym Dariuszowi Kossakowskiemu, znakomitemu popularyzatorowi historii Modliborzyc i okolicy. Stąd celowe nawiązywanie do jego prac, rozwijanie wątków w nich zawartych i polemika z nimi.

Wieść o rozpoczęciu ogólnopolskiego zrywu niepodległościowego dotarła do powiatu janowskiego i kraśnickiego 20 stycznia 1863r. W Kraśniku nocą 22 stycznia dzwony kościelne obwieściły początek powstania, miały być sygnałem dla innych partii, że walkę czas zacząć. Nie wiadomo czy bicie dzwonów usłyszano w Janowie (wówczas ordynackim) i w Modliborzycach. Na wezwanie odpowiedziała partia księdza wikariusza Biernackiego z Urzędowa licząca 40 osób. Po połączeniu się z partią kraśnicką (100 osób) siły powstańców liczyły 140 ludzi. Celem oddziału kraśnicko-urzędowskiego był atak na carski garnizon w Janowie. Możliwe, że siły oddziału kraśnicko – urzędowskiego po drodze mieli zasilić ludzie Solmana. Jednak uzbrojenie ochotników było marne: „[..]Kije, kosy,z rzadka,u którego fuzja jaka…”
W Stróży nastąpiła zmiana planu. Nie wiadomo z jakiego powodu, być może szczupłości oddziału czy z braku broni palnej . Po przerwanym marszu powstańcy rozłożyli obóz pomiędzy Stróżą, a Polichną (Stróski Las). Tymczasem do czynu był już gotowy inny odział powstańczy, zorganizowany przez Ignacego Solmana.
Ignacy Solman – (ur. 1829r.) miał wówczas 35 lat. Właściciel dóbr Wolica, był osobą zamożną i liczącą się. Niewątpliwie posiadał zdolności przywódcze i organizacyjne skoro zebrał partię liczącą 50 osób. Nie było to dużo (w porównaniu z siłami rosyjskimi stacjonującymi w Janowie, które Solman chciał wszak pokonać), ale ci ochotnicy byli dobrze uzbrojeni, posiadali konie i ekwipunek. W skład oddziału wchodzili ludzie zamożni, dziedzice okolicznych wsi: właściciel Wierzchowisk – Bogdański, Kolonii Zamek – Lipiński oraz jego brat, dziedzice Felinowa, Wojciechowa, Lutego, Blinowa, Stojeszyna, Potoka, Radwanówki, Stawek, Łysakowa, Potoczka. Jeżeli nawet nie wzięli udziału w starciu 22 stycznia to łożyli pieniądze na to przedsięwzięcie.
Plan Solmana zakładał zdobycie podstępem koszar w Janowie. Założenie to niekoniecznie należy uznawać za nierealne, mimo dysproporcji sił. Powstańcy mogli dobrze znać rozkład budynków w koszarach. Wielu żołnierzy rosyjskich przebywało poza janowskim garnizonem z uwagi na konieczność nadzorowania „spisowych”, czyli rekrutów siłą zabieranych do wojska. Skuteczny mógłby być plan podpalenia koszar. Możliwe, że właśnie tego obawiał się rosyjski dowódca wydając rozkaz zorganizowania zasadzki 5-6 km. od Janowa Lubelskiego.
Płk. Gieorgij Miednikow sporo ryzykował wyprowadzając znaczne siły poza Janów, przez to uszczuplając siły garnizonu. Nie wiedział, gdzie znajduje się partia kraśnicko – urzędowska, oraz czy w okolicy działają inne powstańcze partie.
Dariusz Kossakowski winą za klęskę partii Solmana obciąża donosiciela, który zdradził Rosjanom plany powstańców : „Plany pokrzyżował Żyd z Modliborzyc, który łakomy 10 rubli w srebrze po południu 22 stycznia pojechał szybko saniami do Janowa i dał znać Kozakom […] Usłyszał to przypadkiem od dwóch rozmawiających ze sobą powstańców […] Kozacy zrobili zasadzkę na oddział Solmana”
Powstańcy stracili przez to cenny atut zaskoczenia przeciwnika. Nie musiało to oznaczać klęski tej partii. Nie bez znaczenia były poważne błędy popełnione przez dowódcę oddziału. Akcję powstańczą rozpoczęto po zmroku 22 stycznia. Przy kapliczce p.w. św. Antoniego, przy drodze Wolica – Wierzchowiska odbyła się odprawa insurgentów. Odmówiono wspólną modlitwę, zachowano porządek i ciszę, morale były wysokie.
Dowódca miał więc dość czasu, by przeprowadzić rozpoznanie terenu, co w każdej wojnie partyzanckiej ma kluczowe znaczenie. Oddział dysponował wszak ochotnikami na „dobrych” koniach. Patrol wysłany w stronę Janowa, podczas pogodnej, mroźnej nocy łatwo odkryłby rosyjską pułapkę. Wysłany na północ spotkałby insurgentów z Kraśnika. Powstańcy nie wiedzieli o zdradzie, ale orientowali się, że noc będzie niespokojna. Brak rozpoznania terenu był dużym błędem Solmana, niestety nie jedynym.
Oddział nie został podzielony na formacje. Piechota, kawalerie, zaprzęgi konne, wszyscy poruszali się w zmieszanym szyku. Gdyby oddział zachował zasadę podziału na formacje podczas marszu (piechota oraz kawaleria w pewnej odległości od siebie), zasadzkę mogłaby wykryć chociażby ubezpieczająca kolumnę kawaleria, dając piechocie szansę na odwrót lub skuteczną obronę w zwartej formacji, ograniczając straty własne.
Brak wyszkolenia i obycia wojskowego nie usprawiedliwiają dowódcy prowadzącego swoich ludzi po zwycięstwo lub po śmierć.
Nieświadomi zagrożenia Polacy szli przez Kolonię Zamek, stąd skierowali się w stronę Janówka wprost w zasadzkę zastawiona przez carskich żołnierzy.
Rosjanie – komendę nad garnizonem w Janowie Ordynackim sprawował płk. Jerzy Gieorgij Miednikow. Bezpośrednio podlegali mu oficerowie: major Mikołaj Szternberg, kapitan Zawadzki, porucznik Wasilewski(Wasilikowski, Wasilkowski). W czasie walk z powstańcami siły tej jednostki były duże: 7 kompani piechoty (regulaminowo kompania – 150 ludzi), szwadron ułanów (reg. 100-112 konnych), sotnia Kozaków (reg. ok.120 konnych), kompania wyborowych strzelców finlandzkich (do 150 ludzi) . Podobnie silne jednostki wojskowe znajdowały się w Zamościu i Lublinie. Trzeba jednak wiedzieć, że częstą praktyką w tym czasie było nieobsadzanie wszystkich etatów w poszczególnych kompaniach. W czasie pokoju liczyły one nawet połowę przewidzianych stanów osobowych. Ponadto kompanie nie były skoncentrowane w jednym miejscu, lecz przebywały w terenie (Biłgoraj, Hrubieszów) . Stan osobowy w janowskich koszarach na 22 stycznia 1863r. zapewne był niższy od wymienionego powyżej. Możliwe, że pełnego stanu osobowego ten garnizon nigdy nie osiągnął.
Do udziału w zasadzce na oddział Solmana należało wyznaczyć co najmniej 100-150 ludzi (czyli pełną kompanię lub sotnię kozacką). Możliwe, że brali w niej udział Kozacy dowodzeni przez porucznika Wasilewskiego (chociażby ze względu na większą mobilność tej jednostki). Kozacy mogli mieć też wsparcie którejś z wymienionych formacji stacjonujących w garnizonie. Najsłabszą stroną armii carskiej było uzbrojenie żołnierzy. Gładko lufowe karabiny rosyjskie używane w 1863r. były przestarzałe o ponad 50 lat w stosunku do broni konstruowanej w państwach Europy Zachodniej. Od wiosny 1863 partie powstańcze na szeroką skalę używały, sprowadzonej z zachodu Europy, nowoczesnej broni (sztucer „belgijski”).
Nie jesteśmy w stanie określić jakie był morale żołnierzy stacjonujących w Janowie. Podczas Powstania Styczniowego sporo było przypadków dezercji i przechodzenia na stronę powstańców. Powodów takiego zachowania było wiele. Często desperacja wywołana trudną, wieloletnią służbą w ówczesnej armii carskiej. Szacuje się, że w tym czasie w wojsku rosyjskim wskutek chorób, wycieńczenia, fatalnych warunków służby, umierało rocznie ponad 40 tys. żołnierzy. Zmarli określani w raportach jako „straty niebojowe”. Przeciwnicy polskich insurgentów w 1863 roku byli więc źle uzbrojeni, często skorzy do dezercji i nie najlepiej zaopatrzeni.

Teren starcia był zalesiony. Las wówczas rozpościerał się między Kopcami, Janówkiem a Kolonią Zamek i ciągnął się do dzisiejszej drogi S-19.
Rosjanie rozlokowali się od strony lasu wolickiego. Ukryci za drzewami żołnierze czekali aż powstańcy znajdą się w obniżeniu terenu, w miejscu gdzie kończył się las a zaczynały zabudowania wsi Kopce. Często to starcie określa się mianem potyczki pod Janówkiem lub Guzówką.
Atak rozpoczęła salwa z broni palnej. Ludzie Solmana znaleźli się w potrzasku. Z dwóch stron atakowały ich wojska carskie. Powstańcy nie mieli czasu i determinacji by odpowiedzieć skuteczną obroną. Naprędce ładowane karabiny zagwożdżały się. Ochotnikom brakowało ostrzelania, nie uformowali szyku obronnego dającego szansę na odparcie przeciwnika. Dowódca nie potrafił zapanować nad paniką, ani zebrać ludzi. Zresztą w tej sytuacji niewiele mógł już zrobić. Może gdyby dowodził tu „Kruk” Heydenreich, Hauke –Bosak, Krysiński, Kajetan Cieszkowski, Traugutt czy ksiądz Brzóska; każdy z nich nieraz wyciągał swoich ludzi z podobnych opresji…
Tymczasem w starciu dominowała broń biała: szable, bagnety, kosy, kolby karabinów. Powstańcy nie sprostali napastnikom, w panice uchodzili z pola bitwy. Ślady na śniegu i plamy krwi znaczyły drogę ucieczki ułatwiając pościg. Rejteradę utrudniał ponadto głęboki śnieg i dobra widoczność podczas „gwiaździstej, mroźnej nocy”.
Kilkunastu insurgentów dostało się do niewoli, wśród nich ciężko ranni.”[…]мы пленили бунтовщиков, были и поранить”.
Na placu boju poległo kilku bohaterów. Straty rosyjskie nie są nam znane, być może, były niewielkie. Niemniej raporty rosyjskie a nawet historycy rosyjscy mają tendencje do zaniżania „własnych” strat na polach bitewnych.
Fatalna bitwa rozegrała się „na miejscu”. Partia Solmana składała się z ludzi mieszkających w okolicy. Rodziny poległych mogłyby dotrzeć na pobojowisko już następnego dnia, po to, by zabrać i godnie pogrzebać ciała swoich najbliższych. Mroźna pogoda nie wymuszała pośpiechu w czynnościach pogrzebowych. Wzmianka, że poległych pogrzebali i ograbili chłopi z Bilska byłaby zrozumiała gdyby Kozacy zabronili wydawania ciał rodzinom (w formie kary) a tymże chłopom nakazali ich pogrzebanie. Zwłoki poległych w późniejszym starciu (25 stycznia) i samego dowódcę- Solmana pochowano wszak „z honorami”. Ponadto w starciach 22 na 23 i 25 stycznia a także w akcji ujęcia właściciela majątku Wolica dowodził lub współ dowodził ten sam oficer-porucznik Wasilewski. Jest możliwe, że polegli nocą 22 na 23 I 1863 roku spoczywają na cmentarzu w Modliborzycach, we wspólnej mogile, wraz z innymi, którzy zginęli tu podczas walk Powstania Styczniowego. W sąsiedztwie drogi Modliborzyce-Bilsko, w okolicy miejsca gdzie rozegrała się potyczka z 22-23 stycznia 1863 roku, znajduje się kopiec ziemny identyfikowany jako mogiła poległych powstańców z partii Solmana. . Jednak nie jest to pewne, bo inne relacje sugerują, że znajdujące się tam mogiły (w przeszłości było ich 3) powinny być kojarzone z okresem wojen napoleońskich, a także (co prawdopodobne) z poległymi w I wojnie światowej.
Niejasne jest jak zachowali się ocaleli z pogromu insurgenci. Świadomie wybrali drogę walki zbrojnej. Po przegranej groziły im surowe kary. Logiczne więc, że zbiegli będą szukać okazji by przyłączyć się do innej partii powstańczej, kontynuować walkę i uniknąć kary. Pobita partia Ignacego Solmana miała gdzie się wycofać. Chyba, że „partia modliborzycka” była jeszcze dość silna aby samodzielnie walczyć na swoim terenie. Około 10 km. Na północ od Modliborzyc zatrzymali się powstańcy z oddziału kraśnicko-urzędowskiego. Teren do samego Lublina kontrolowali insurgenci. Zapewne obie partie współpracowały ze sobą między 23 a 26 stycznia.
Wiadomości o wydarzeniach w Kraśniku, o sile i wymarszu partii kraśnicko-urzędowskiej doniesiono do jednostki carskiej poczty wojskowej stacjonującej w Rudniku pod Kraśnikiem. Wysłany z Rudnika raport dotarł 24 stycznia do Naczelnika Wojennego w Janowie Ordynackim pułkownika Bedraga -dowódcy Archangielskiego Pułku Piechoty. Żołnierze Pułku Archangielsko-Gorodzkiego (lub Archangiełogorodzkiego) wraz z pułkownikiem Gieorgijem Miednikowem będą brali udział we wszystkich starciach i pościgach w okolicy .
Płk. Bedrag polecił wysłać zwiad (4 Kozaków i 3 lub 4 żandarmów) aby odszukać i określić gdzie znajduje się partia księdza Brzeskiego. Zwiad skierowano w stronę Zaklikowa i Ireny, gdyż tam, jak sądził, udali się powstańcy. „бунтовщики отправиллсь к юго-западу”. Zwiadowcy w razie potrzeby mieli otrzymać wsparcie 40 osobowego oddziału rosyjskiego nadzorującego pobór „spisowych” w Zaklikowie. Moskale w pierwszych dniach powstania byli mocno zdezorientowani i nie mieli rozeznania w terenie.
Tymczasem partia kraśnicko-urzędowska wciąż tkwiła między Stróżą a Polichną. Wprawdzie większość ochotników rozeszła się do domów, ale pozostało jeszcze ok.40 ludzi gotowych do walki. Jak wyglądały kontakty tego oddziału z partią „modliborzycką” trudno jednoznacznie powiedzieć.
25 stycznia Moskale przeszli do kontrataku. Tego dnia w okolicy wsi Słupie mały oddział powstańczy starł się z oddziałem piechoty porucznika Wasilewskiego . Celem tego rekonesansu był dwór Słupia; dokładniej ukrywający się w nim powstańcy z pobitej pod Janówkiem partii. Zapewne i tym razem w grę wchodziła denuncjacja. Ile osób ukrywało się przed Rosjanami w dworze Słupia, trudno ocenić. Określenie „mały oddział” jest mocno nieprecyzyjne. Źródła sugerują, że mogło to być 10-15 osób. Zaatakowani nie dali się wziąć do niewoli. Ścigani przez wojsko uciekali w stronę Modliborzyc, ostrzeliwując się z broni palnej. W potyczce poległo trzech Polaków, którzy spoczęli we wspólnej mogile na miejscowym cmentarzu. Rosyjscy żołnierze z pułku archangielskiego pewnie nie wyszli bez strat. Jednak na ten temat raporty moskiewskie jak zwykle milczą. Wasilewski podjął decyzję o „zanocowaniu” w Modliborzycach. Za kwaterę dla wojska posłużył miejscowy zajazd. Ludzie Wasilewskiego nie pojmali więc jeńców podczas potyczki w Słupiu. Z więźniami musieliby jeszcze tego samego dnia wrócić do Janowa.

Obydwie strony musiały mieć świadomość, że to nie koniec walk na terenie Modliborzyc.
Działania powstańców na ternie miasteczka i okolicy nie ograniczyły się do dwóch potyczek. Wydarzenia między 22-30 stycznia 1863 roku są ciągiem ataków i odwetów z jednej bądź drugiej strony. Stąd stała obecność silnych patroli rosyjskich oraz akcje odwetowe Kozaków. Wojska carskie ponosiły straty nie tylko na polach bitewnych ale również ,(możliwe, że nawet większe) w wyniku zamachów i zaskoczenia.
[...]Скрытно убили наш[…]закололи спящий […]задрали старшего сержанта пехоты […] Rosjanie świetnie orientowali się, że „buntownicy” mają poparcie wśród mieszkańców Modliborzyc i okolicy. […]местный благоприятствовуют бунтовщикам[…]скрывают и снабжают[…]. Nie wiemy jak działali denuncjatorzy donoszący Rosjanom. Ze źródeł można wywnioskować, że w ciągu tych kilku dni ich działalność przycichła. Nawet podczas ataku na dwór w Słupiu, Moskale mimo przewagi, nie zaskoczyli powstańców. Z kolei 26 stycznia to siły rosyjskie są atakowane z zaskoczenia. Rosjanie atak odpierają i ostatecznie zwyciężają. Mają przewagę w wyszkoleniu i organizacji, ale nie potrafią przewidzieć i uprzedzić natarcia, jak to miało miejsce nocą 22-23 stycznia.
Nazajutrz po starciu w okolicy Słupia, w stronę Modliborzyc ruszyli powstańcy z partii kraśnicko urzędowskiej. „W ciemnościach” zimowego poranka 26 stycznia o godzinie czwartej rano insurgenci zaatakowali kwatery rosyjskich żołnierzy w Modliborzycach. Doskonale orientowali się w rozmieszczeniu i sile stacjonującego oddziału.
W miasteczku stacjonowało 29 Moskali mających za zadanie nadzorować pobór „spisowych.” Walka była krótka i zaciekła. Typowa akcja odwetowa, w której chodziło o zadanie strat przeciwnikowi. Z Janowa szybko nadeszła odsiecz, zaalarmowana odgłosem walki i salw z broni palnej. Straty polskie były niemałe: 9 rannych, 14 powstańców dostało się do niewoli. Raport również tym razem milczy o stratach Rosjan. Musiały być porównywalne lub większe, bo żołnierze carscy zostali zaskoczeni podczas snu. Po starciu partia kraśnicko-urzędowska skierowała się w stronę Boisk. Za nimi ruszyła „janowska” sotnia Kozaków. Partia cofała się jednak „ w pełnym […] porządku […] strzelbą, kosą, piką dając odpór Moskalowi.” Powstańcy, którzy dostali się do niewoli zostali osadzeni w janowskim więzieniu.
Tymczasem dla mieszkańców Modliborzyc i okolicy, najgorsze miało dopiero nadejść. W odwecie za napad, w którym straty poniósł pułk Archangielsko-Gorodzki, rankiem 26 stycznia, piechota rosyjska rozpoczęła akcję odwetową. Rosjanie dokonali rabunków i aresztowań we wsi Słupie i w Modliborzycach. Zaczęły się rewizje w domach. Poszukiwania ukrywających się powstańców i osób podejrzanych o współpracę z nimi.
Dariusz Kossakowski przytacza ciekawą informację: „...jeden (z mieszkańców) z ulicy Kościelnej za 10 rubli, wydał ukrywającego się w jego zabudowaniach powstańca i po pewnym czasie targany wyrzutami sumienia powiesił się…” Oczywiście brak na to dowodów, ale domniemywać można, że „wyrzuty sumienia” były wyrokiem wykonanym przez działających na tym terenie insurgentów. Nie wiadomo też czy podobne „wyrzuty sumienia” nie pozbawiły życia żydowskiego denuncjatora. Obydwie strony starały się zyskać lub wymusić poparcie czy bierność cywilów i nie przebierały w środkach. Tak postępowano w powstaniu styczniowym i w czasach okupacji.
Ignacego Solmana 26 stycznia nie znaleziono. Nie wiadomo gdzie przebywał dowódca po klęsce pod Guzówką. Jego przebywanie i stałe ukrywanie się w najbliższej okolicy byłoby nierozsądne. Ryzykował rozpoznanie i denuncjację (co faktycznie miało miejsce). Możliwe, że Solman w rodzinnej okolicy znalazł się przypadkowo i przypadkowo też został rozpoznany. „Spostrzegł go Żyd z Modliborzyc[…] skupujący mleko w folwarku Zamek[…] Dał znać (za dużą nagrodę) Kozakom.”
Różnie opisywane są okoliczności śmierci dowódcy lokalnej partii. Z Akt Archiwum w Lublinie wynika, że denuncjacja nastąpiła 28 stycznia. Rosjanie obawiali się zasadzki lub silnego oporu oddziału powstańczego. Tymczasem Solman był sam. Rankiem 29 stycznia carscy wojacy dowodzeni przez kapitana Zawadzkiego i porucznika Wasilewskiego rozpoczęli akcję represyjną. Czy jedynym powodem było doniesienie konfidenta? Nie jest to pewne, bo istnieją sugestie, że Rosjanie obawiali się kolejnego ataku partyzantów. W tym artykule tego nie rozstrzygniemy. Wiadomo, że ucierpiał wówczas nie tylko właściciel dóbr Wolica. Piechurzy moskiewscy strzelali do okien wielu raniąc. Władysława Gorzkowskiego i oficjalistę Ruprechta „obdarto z odzieży, katowano bijąc kolbami i takowych na śniegu porzucono”. Następnie z magazynów wynieśli okowitę. Po pijanemu rabowali wartościowe rzeczy z mieszkania, magazynów, wozowni, a resztę rozbijali i niszczyli. Straty wynosiły ok. 15 tys. rubli w srebrze. Żołnierze rosyjscy nie zaspokoili się tymi okrutnymi czynami żądzy zemsty. Wydzielony oddział rosyjski wczesnym rankiem 29 stycznia miał za zadanie pojmać Solmana. Żołnierze udali się do sąsiedniego majątki Wolica. Wiedzieli, że ukrywa się tam „dowódca buntowników”, który ze swoimi ludźmi zabił i poranił wielu Rosjan (командир бунтовщиков который со своими бандитами убил и поранил много наш). Porwali tam dziedzica wsi-Ignacego Solmana. Przyciągnąwszy go przed dom w Słupiu Modliborskim bili go i pastwili się nad nim. W końcu dowódca rosyjski porucznik Wasilewski pozbawił go życia zadają mu cios kindżałem . W relacjach są też wzmianki, że śmiertelny cios zadał Solmanowi nożem kapitan Zawadzki, w akcie zemsty za śmierć swoich żołnierzy. Istnieje kilka przekazów jak wyglądały ostatnie chwile życia dowódcy partii powstańczej. Nie różnią się one znacząco.
Dowódca partii został zabity. Miejscowi insurgenci zostali aresztowaniu, zginęli, lub ratowali się ucieczką. Podobny los spotkał sympatyków i obywateli wspierających powstanie. Idea walki zbrojnej została przez mieszkańców porzucona. Zapewne społeczność została skutecznie zastraszona przez akcje odwetowe i surowe kary. Wiosną 1863 roku powstanie na terenie zaboru rosyjskiego zaczęło się rozwijać. Partie tworzone w tym czasie były znacznie większe i lepiej uzbrojone. W starciach pod Chruśliną, Panasówką, Malinówką Rosjanie ponosili ciężkie straty. Nie brakowało potyczek w bezpośrednim sąsiedztwie dzisiejszej gminy Modliborzyce: Polichna, Stróża, Wilkołaz, Batorz, Zaklików, Stawce. Na miejscowym cmentarzu, wraz z poległymi we wspomnianych potyczkach, spoczywają pochodzący z Modliborzyc powstańcy polegli w innych bitwach, nawet tych odległych . Jednak po śmierci Ignacego Solmana nikt inny nie zorganizował kolejnej partii powstańczej na tym terenie.
Karą za wspieranie powstania styczniowego było odebranie Modliborzycom praw miejskich w 1869 roku. Podobne kary zastosowano w przypadku innych miejscowości Królestwa Polskiego.
W niniejszym artykule chcieliśmy przybliżyć wydarzenia jakie rozegrały się na tym terenie w czasie powstania styczniowego. Nasza praca nie wyczerpuje zagadnienia. Przeciwnie. Poprzez stawiane w niej pytania i niejednoznaczne fakty, staraliśmy się pokazać, że istnieje potrzeba dokładniejszego zgłębienia tematu Powstania Styczniowego. Zebranie i spisania wydarzeń z terenu miasta i gminy Modliborzyce. Innymi słowy brak obszerniejszej monografii na ten temat, ponieważ mimo upływu lat minione wydarzenia wciąż fascynują i zmuszają do refleksji kolejne pokolenia.


Małgorzata Śmietana
Magdalena Martyna
Marek Mazur

Stara i nowa kapliczka św. Antoniego na granicy Wierzchowisk Pierwszych i Wolicy Drugiej
Kapliczka św. Wincentego - pamiątka bitwy powstańczej pod Kopcami
Krzyż powstańczy w parku dworskim w Wierzchowiskach Drugich
Krzyż powstańczy na Kolonii Zamek
Kapliczka św. Walentego na Wolicy
Mogiła powstańców z 1863 r. na cmentarzu w Modliborzycach
Pomnik Ignacego Solmana na modliborzyckim cmentarzu
Pomnik Ignacego Solmana na modliborzyckim cmentarzu
Pomnik Ignacego Solmana na modliborzyckim cmentarzu
Pomnik Ignacego Solmana na modliborzyckim cmentarzu